piątek, 9 listopada 2012

Sherlock Holmes i dobra robota Downey Jr!

No więc Sherlock. Oblejrzałam niedawno, po czym obejrzałam jeszcze raz. Żeby upewnić się, że na pewno się nie mylę, i film jest aż tak dobry. Nie chodzi mi tu o konwencję - kompletnie zmieniono podejście do detektywa z Londynu, co można lubić bądź nie; jestem zaskoczona dopasowaniem muzyki, zdjęć, cudnej scenografii i charakteryzacji ze scenariuszem i samymi aktorami.
 Historia toczy się w podajże XIX wieku w Londynie i tradycyjnie, jak na Holmesa przystało dotyczy rozwiązania zagadki drogą dedukcji, ale, jak się tutaj też okazuje, drogą przemyślanej przemocy. Nowy Holmes jest bardziej ludzki, charakterystyczny, z nieco sarkastycznym humorem, bardzo Downey'owskim, o czym wnioskuję, bo taki sam typ dowcipu zagościł w Iron Manie ( tylko że w Holmesie jest on delikatniejszy). Obraz starego, ponurego Londynu nie byłby tak bardzo przekonujący, gdyby nie dziwaczna , jak na Hanza Zimmera muzyka - kompozytor zminimalizował koszty korzystając z ulicznych kapel cygańskich i tym podobnych, użył rozstrojonego pianina... Bregovicowskie rytmy dodają światu przedstawionemu ostrości. W filmie występuje niestypowy, jak na film detektywistyczny rodzaj zdjęć - często wszystko traci tępo na jeden moment, który obrazuje sposób myślenia Sherlocka. Wszystko wiecie, macie łatwy dostęp do bazy danych na temat filmu. Ale nie znacie mojej, subiektywnej opinii. Więc uważam, że obraz ten choć już stary ( bo przecież pojawiła sie już druga część!) jest świetny. Tylko tyle. Jak bardzo można przekształcić konwencję, aby wciąz nie utracić treści i dorzucić coś od siebie? Jak stworzyć film, który jednocześnie jest czymś nowym, jak i czymś starym? Odpowiedź znajdziecie oglądając "Sherlocka"!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz