piątek, 9 listopada 2012

SKYFALL

Zdecydowanie uważam ten film za najlepszy z Bondów z Danielem Craigiem. Najlepszy, bo trzyma w napięciu, wzrusza, rozśmiesza tym typowym Bondowskim humorem... Jedyne czego może niektórym zabraknąć, to brak wielkiej miłości - pojawia się krótki epizod z tym związany, ale nie jest tak, że cały film skupia się na wątku kobieta-mężczyzna. Uważam ten film za najgłębszy z tych ostatnich Bondów, piosenka tytułowa w wykonaniu Adele i czołówka jest naprawdę nastrojowa na tyle, by zachęcić do filmu. To będzie jedna z tych recenzji krótkich do bólu, bo jestem zmęczona ostatnio.
Skyfall jest dużo bardziej sentymentalny niż bywał kiedykolwiek wcześniej.Bondowy dowcip staje się coraz bardziej ostry i cięty, co sprzyja agentowi SecretService, a on sam wydaje sie być bardziej doświadczony i spokojny mimo swoich zabójczych umiejętności. W Bondach fajne jest to, że często wraca się do źródeł, nawiązując do starych filmów z serii. Minimalizm jest dobry, dość mam gadżetów i naprawdę chciałam troszkę kina akcji.
I jeszcze jeden wielki plus - Javier Bardem, który z wielkim powodzeniem wcielił się w rolę złoczyńcy. Nie takiego z dolnej półki, lecz prawdziwego, zimnokrwistego, inteligentnego okrutnika, którego ukształtowala wściekłość i żal, ból i nieszczęścia. Człowieka, który przeżył wiele, wiele stracił. Tak wiele, że teraz chce tylko pomścić każdą z tych rzeczy. Im nowsze filmy w serii, tym lepsi aktorzy wcielają się w role 'tych złych'. Javier Bardem jest naprawdę wyśmienitym aktorem, z tych, którzy potrafią stać się postacią, będąc w danej chwili nią, a nie sobą. O to właśnie chodzi w aktorstwie, to podziwiam. Oczywiście Javierowi pomogła świetna, chodź prosta charakteryzacja. Jednak nie wygląd czyni człowieka, a jego charakter. Tak samo z rolą. Nawet, gdyby Bardem wyglądał grając złoczyńcę tak samo, jak na codzień, nadal kapało by z niego zło. Pozazdrościć.

In Bruges/Najpierw Strzelaj,Potem Zwiedzaj.

Historia, ktora po przeczytaniu gazetowego streszczenia zdawala sie byc doskonalym kandydatem na kiepskie kino komediowe... A jednak, postanowilam obejrzec ten film, sugerujac sie dobra obsada- Colin Farrel, Brendan Gleeson i Ralph Fiennes. Wiec usiadlam i w zaciszu domowego ogniska na dwie godziny zaglebilam sie w tamtym swiecie.
Film ten jest genialny. Oczywiscie tytul pozostawia sobie wiele do zyczenia- nie wierze, ze tak dobry, gleboki film mogl otzymac taka nazwe w polskiej wersji. Trzeba to przebolec, i na pewno da rade to zrobic ten, kto lubi kino lekko refleksyjne, choc zabarwione komediowymi i dramatycznymi akcentami.
Film opowiada o dwoch platnych zabojcach, ktorzy przyjezdzaja na wymuszony urlop do Brugii, sredniowiecznie zabudowanego miasta w Belgii. Sam kontrast pomiedzy postaciami, a miejscem w ktorym sie znajduja, daje pretekst do powstania ciekawych i smiesznych sytuacji. Zabojcy sa rozni- mlody i przystojny kontra grubasek w srednim wieku. Tworza mimo tego wszystkiego zgrabny duet, tak jakby jedna postac wpasowywala sie w druga. Jeden z nich lubi Brugie, drugi nie, chodza po miescie jednak obydwaj i xwiedzaja tajemnicze jego zakamarki. Prawdziwa, wlasciwa fabule filmu poznajemy dopiero w polowie, tak samo jak kreacje Ralpha Fiennesa, ktory to gra bossa naszych dwoch delikwentow.
Ujawnienie dalszej czesci fabuly grozi jednym wielkim spojlerem. Wiec przejde do podsumowania.
Najwiekszymi atutami filmu sa wlasnie m.in. tresc, ale tez swietne kreacje aktorskie, naprawde, zagrane fenomenalnie.
musze przyznac ze balam sie, ze gra Collina Farrela okaze sie tutaj jednym wielkim nieporozumieniem, jako, ze Total Recall(remake) byl jego masakra, ale mylilam sie. Farrel doskonale pokazal prostego, dobrodusznego chlopaka z Dublina, ktory, kiedy musi, odda smiertelny cios, ale sam w sobie jest jeszcze malym dzieckiem. Brendan Geeson z kolei przekazuje w swojej grze postac zmeczona wlasnym fachem, smutna i niepewna, ale gotowa do poznania nowych rzeczy. Mimo, ze gra zawodowego zabojce, a wiec osobe lamiaca z zawodu ludzkie zasady moralne, juz od poczatku filmu osobiscie mialam do niego sympatie.
Co do Ralpha Fiennesa- po prostu trzeba umiec grac lekko psychicznego. Tylko tyle, by zaciekawic.
Moze ta recenzja nikomu nie pomoze, ale wynika z niej jedno- warto obejrzec ten film, spojrzec na wszystko z kompletnie innej strony niz ta, ktora prezentuje dzisiejszy swiat. Nalezy zauwazyc, ze czasem wrogiem nie jest ten, kto na niego wyglada. Dzieki temu obrazowi staje sie to prostsze.
posted from Bloggeroid

Sherlock Holmes i dobra robota Downey Jr!

No więc Sherlock. Oblejrzałam niedawno, po czym obejrzałam jeszcze raz. Żeby upewnić się, że na pewno się nie mylę, i film jest aż tak dobry. Nie chodzi mi tu o konwencję - kompletnie zmieniono podejście do detektywa z Londynu, co można lubić bądź nie; jestem zaskoczona dopasowaniem muzyki, zdjęć, cudnej scenografii i charakteryzacji ze scenariuszem i samymi aktorami.
 Historia toczy się w podajże XIX wieku w Londynie i tradycyjnie, jak na Holmesa przystało dotyczy rozwiązania zagadki drogą dedukcji, ale, jak się tutaj też okazuje, drogą przemyślanej przemocy. Nowy Holmes jest bardziej ludzki, charakterystyczny, z nieco sarkastycznym humorem, bardzo Downey'owskim, o czym wnioskuję, bo taki sam typ dowcipu zagościł w Iron Manie ( tylko że w Holmesie jest on delikatniejszy). Obraz starego, ponurego Londynu nie byłby tak bardzo przekonujący, gdyby nie dziwaczna , jak na Hanza Zimmera muzyka - kompozytor zminimalizował koszty korzystając z ulicznych kapel cygańskich i tym podobnych, użył rozstrojonego pianina... Bregovicowskie rytmy dodają światu przedstawionemu ostrości. W filmie występuje niestypowy, jak na film detektywistyczny rodzaj zdjęć - często wszystko traci tępo na jeden moment, który obrazuje sposób myślenia Sherlocka. Wszystko wiecie, macie łatwy dostęp do bazy danych na temat filmu. Ale nie znacie mojej, subiektywnej opinii. Więc uważam, że obraz ten choć już stary ( bo przecież pojawiła sie już druga część!) jest świetny. Tylko tyle. Jak bardzo można przekształcić konwencję, aby wciąz nie utracić treści i dorzucić coś od siebie? Jak stworzyć film, który jednocześnie jest czymś nowym, jak i czymś starym? Odpowiedź znajdziecie oglądając "Sherlocka"!