Życie przez różnokolorową słomkę. Czasem bywa również czarna, zależy od humoru. Ciekawie i niezwyczajnie o tym co takie normalne. Będzie też śmiesznie, chyba że ktoś tu jest burakiem :x
niedziela, 16 września 2012
I tak nikt tego nie przeczyta.
Oto ja. Wesoła na zewnątrz, smutna w środku. I pełna niepewności nawet jak na młodą dziewczynę. Mam problemy, tak w zasadzie cały stos problemów. NIe będę ich wyliczać, każdy ma swoje, więc po co zaśmiecać eter cudzymi? Oglądam jakiś marny film katastroficzny i czekam na koniec świata w nadziei, że nie będzie bolesny. Bo, tak w zasadzie, gdyby nie cale to cierpienie i tak dalej, to bezbolesny koniec świata byłby całkiem ok. Gorzej może być, ale nie będzie. A na pewno nie jest dobrze. Chociaż słońce świeci, to tak naprawdę moje życie spowija mrok. Cieszę się, że mam moich najbliższych, ale moim pragnieniem zawsze było coś więcej... Czemu nigdzie tego nie ma? Nie rozpaczam i wiem że mam więcej niż inni, ale ta podła zachłanność każe mi chcieć i chcieć i ciągle czekać, aż spotka mnie coś lepszego. Jeśli coś miłego się dzieje, to zaraz dla równowagi coś mi się psuje i świat znowu zaczyna mnie wściekać. Definitywnie działa przy mnie złośliwość rzeczy martwych, a na dodatek zawsze jakoś trafiam na moment kiedy coś brzmi najgorzej. KIedy słowa, moje bądź cudze są wyrwane z kontekstu i zyskują podłe, warstwowe znaczenie. Ludzie odwracają się przeciw mnie, a ja nie wiem, czemu. Bolesne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz